Jak zostać wirtualną asystentką od zera – moja historia i 5 rzeczy, które bym zrobiła inaczej

jak zostać wirtualną asystentką

Jeśli zastanawiasz się, jak zostać wirtualną asystentką, to pewnie gdzieś w środku czujesz, że praca zdalna jest dla Ciebie. Może masz dość dojazdów, sztywnych godzin i szefa, który nie docenia Twojej pracy. Może jesteś mamą, która chce być blisko dzieci i jednocześnie zarabiać własne pieniądze. A może po prostu chcesz czegoś więcej — i nie wiesz jeszcze, jak to „więcej” ma wyglądać.

Ja byłam dokładnie w tym miejscu. W 2020 roku, w środku pandemii, po kilku miesiącach bezrobocia, postanowiłam zacząć działać jako wirtualna asystentka. Nie miałam gotowego planu. Miałam tylko umiejętności zdobyte po drodze, bloga i jedno mocne przekonanie: jeśli czegoś nie umiem, to chętnie się tego nauczę. Dziś wiem, że to wystarczyło — ale wiem też, że kilka rzeczy zrobiłabym zupełnie inaczej.

Czym właściwie jest praca wirtualnej asystentki?

Zanim przejdę do mojej historii, jedno zdanie wyjaśnienia, bo wciąż wiele osób myli wirtualną asystentkę z chatbotem lub sekretarką. Wirtualna asystentka to freelancerka, która zdalnie wspiera przedsiębiorców w codziennym prowadzeniu biznesu. Może zajmować się obsługą mediów społecznościowych, tworzeniem treści, zarządzaniem stroną WWW, newsletterem, organizacją kalendarza, obsługą klienta i całą masą innych zadań, które zajmują właścicielowi firmy czas, a nie wymagają jego osobistego zaangażowania.

Pracujesz z domu, na własnych zasadach, dla klientów z całej Polski (i nie tylko). Brzmi dobrze? Bo jest dobrze. Ale żeby to zadziałało, trzeba zacząć mądrze.

Moja historia – start w środku pandemii

Zaczęłam w 2020 roku. Nieplanowanie, trochę z przymusu, trochę z potrzeby. Byłam po kilku miesiącach bezrobocia, miałam umiejętności z różnych miejsc pracy i bloga, który prowadziłam dla siebie. Ktoś zapytał mnie, czy nie pomogłabym przy jego stronie na WordPressie. Powiedziałam tak i to był mój pierwszy klient.

Przez kolejne miesiące uczyłam się w biegu. Canva, planowanie postów, tworzenie treści, obsługa klientów, wystawianie faktur – wszystkiego uczyłam się wtedy, gdy było to potrzebne. To podejście ma swoje zalety, ale ma też spore wady. I właśnie o tych wadach chcę Ci opowiedzieć, żebyś Ty nie musiała uczyć się na własnych błędach.

5 rzeczy, które zrobiłabym inaczej

1. Zaczęłabym od określenia swoich umiejętności, nie od szukania klientów

Mój pierwszy błąd? Rzuciłam się w wir szukania zleceń, zanim w ogóle wiedziałam, co tak naprawdę potrafię i co chcę robić. Dopiero po czasie zorientowałam się, że mam konkretne mocne strony, i że to właśnie na nich powinnam budować swoją ofertę. Zanim zaczniesz szukać klientów, usiądź i wypisz wszystko, co umiesz. Obsługa Worda, Excela, Canvy? Pisanie tekstów? Zarządzanie kalendarzem? Znajomość WordPressa? Każda z tych umiejętności ma wartość na rynku WA.

2. Ustaliłabym stawkę – i jej nie przepraszałabym

Zaczęłam od zbyt niskiej stawki. Bałam się, że jeśli powiem za dużo, klient odejdzie. Tymczasem niska cena nie buduje zaufania – często działa wręcz odwrotnie. Klient zastanawia się: „skoro tak tanio, to czy ta praca jest naprawdę dobra?” Dziś wiem, że stawkę ustalamy na podstawie swoich umiejętności i rynku, a nie na podstawie strachu. I że można ją podnosić wraz z doświadczeniem.

3. Podpisałabym umowę od pierwszego dnia

Pierwsze współprace robiłam „na słowo”. Na szczęście nic złego się nie wydarzyło, ale wiem, że mogło. Umowa chroni obie strony: Ciebie i klienta. Określa zakres pracy, termin płatności, zasady komunikacji i co się dzieje, gdy coś pójdzie nie tak. Nie zaczynaj żadnej współpracy bez podpisanej umowy. Nawet jeśli klient wydaje Ci się sympatyczny i uczciwy.

4. Zadbałabym o widoczność w internecie wcześniej

Przez długi czas działałam „z polecenia” i to działało. Ale kiedy polecenia się kończyły, musiałam szukać klientów od nowa. Gdybym wcześniej zadbała o profil na LinkedIn, aktywność na Instagramie i stronę WWW, miałabym stały dopływ zapytań.

Twoja obecność online to Twoje CV. Im szybciej to zrozumiesz, tym łatwiej będzie Ci budować stabilny dochód.

5. Szukałabym społeczności – nie działałabym w samotności

Praca zdalna bywa samotna. Szczególnie na początku, kiedy nie masz nikogo, kogo możesz zapytać: „czy to normalne, że klient tak pisze?”, „ile brać za ten projekt?”, „jak napisać tę ofertę?”. Gdybym od razu trafiła do społeczności innych wirtualnych asystentek, zaoszczędziłabym mnóstwo czasu i nerwów. Kobiety, które rozumieją przez co przechodzisz, to jeden z najcenniejszych zasobów w tej pracy.

Jak zostać wirtualną asystentką – od czego zacząć dziś?

Jeśli czytasz ten artykuł i myślisz „to jest właśnie to, czego szukam”, to mam dla Ciebie konkretny pierwszy krok.

Pobierz mój bezpłatny e-book „5 kluczowych umiejętności, by zacząć działać jako wirtualna asystentka”. Znajdziesz w nim narzędzia, których używam na co dzień, i konkretne wskazówki, dzięki którym zaczniesz działać – bez zbędnej teorii i bez lania wody.

A jeśli chcesz zacząć z gotowym planem dopasowanym do Twojej sytuacji – zapraszam na indywidualną konsultację. Przeanalizujemy razem Twoje umiejętności i ułożymy konkretne pierwsze kroki.

Bo wiem jedno – Ty też możesz. Potrzebujesz tylko dobrego początku.

Odpowiedz